Tag

dziecko

Browsing

Lato, wakacje… beztroski czas zabaw. Chyba każde dziecko jest wtedy najszczęśliwsze na
świecie. Co robić by nic nie popsuło nastroju Twojemu Maluszkowi, a wręcz zapewniło mu pełny
komfort i poczucie bezpieczeństwa?

Podrażnienia pieluszkowe to całkiem częsta i bardzo nieprzyjemna dolegliwość. Gdy Tymek nosił pieluszki, używaliśmy tylko jednego rodzaju pampersów. Jego skóra była tak wrażliwa, że unikaliśmy wszelkich zapachowych produktów. Chociaż jak ognia pilnowaliśmy pielęgnacji, zrezygnowaliśmy z chusteczek nawilżanych, zawsze dokładnie osuszaliśmy krocze po umyciu to i tak zdarzały się lekkie podrażnienia. Myślę, że było to związane z ząbkowaniem. W lecie często robiliśmy „wietrzenie”, żeby Tymuś mógł swobodnie pobiegać bez pieluszki, a jego skóra mogła pooddychać-to zazwyczaj mocno pomagało.

W późniejszym czasie właściwie na chwilę przez całkowitym odpieluszkowaniem zaczęliśmy używać wielorazowych majteczek. Głównie, kiedy byliśmy w domu i w ciągu dnia. Jeśli chodzi o specjalne kremy to u niego nie sprawdzało się totalnie nic… Tak naprawdę ratowały nas babcine sposoby, czyli mąka
ziemniaczana-super wysuszała, a podrażnienia schodziły raz, dwa. Nie ukrywajmy, ale nie było to
dla mnie zbyt komfortowe w użytku, z uwagi na jej konsystencję, mój pośpiech i entuzjazm, jaki
udzielał się dziecku przy owej czynności. Każdy rodzic takiego szkraba zrozumie co mam na myśli.

W przypadku Marcelinki było zdecydowanie ciężej. Od początku miała ona delikatniejszą skórę.
Zarówno na pośladkach, jak i na buźce. Do 3 miesiąca jej cera była mocno kontaktowa.
Jednak jako mama drugiego dziecka byłam już bardziej wdrożona, zahartowana w tą rolę. Na wstępie, bo już do wyprawki zaopatrzyłam się we wszystko, co możliwe. Pani w aptece poleciła mi CynkoKrem® oraz CynkoKrem GO®. Na początku pomyślałam sobie, że przecież tyle ich testowałam w przypadku Tymka, a nic mnie nie zachwyciło. Jednak postanowiłam uważnie wczytać się w jego skład. Bardzo spodobało mi się, że można go stosować także profilaktycznie, ponieważ zawiera olej pszczeli, olej ze słodkich migdałów. oraz oliwę z oliwek. W wielu innych znanych produktach, te składy są bardzo okrojone, co mocno wpływa na nadmierne
wysuszanie skóry. Warto zawsze zwracać uwagę właśnie na skład. Ponadto:

Lanolina:
Silnie nawilża i zmiękcza
Pielęgnuje i odżywia skórę
Uzupełnia barierę lipidową
Zbliżona do lipidów skóry ludzkiej

Pantenol:
Wzmaga nawilżenie skóry
Przyspiesza gojenie naskórka
Zmniejsza zaczerwienienia, uczucie pieczenia

Tlenek cynku:
Chroni przed czynnikami drażniącymi i rozwojem bakterii
Wspiera regenerację skóry
Stosowany w stanach zapalnych skóry, w tym AZS, jako czynnik łagodzący
Działa przeciwdrobnoustrojowo, ale jest bezpieczny dla komórek ludzkich.
Tlenek cynku zastosowany w CynkoKremie® oraz CynkoKremie GO® nie ma formy nanocząsteczek.To nasz pierwszy kosmetyk w wyprawce i ostatni. Marcelinka niedawno skończyła rok, nosi pieluszki, wietrzmy regularnie pupkę, bardzo często wymieniamy pampersy. Ten krem nie raz uratował nas przed nieprzyjemnościami. Do tej pory jako barierę ochronną, nadal stosujemy CynkoKrem. Teraz z zaciskiem na dłuższe spacery, wyjazdy, czy po prostu na noc. Idealne opakowanie zmieści się nawet w małej torebce. Dodam, jeszcze, że jest bardzo wydajny.

CynkoKrem oraz CynkoKrem GO, otrzymały pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka. O tych badaniach możecie przeczytać tutaj:  Zdradzę Wam jeszcze jedno. Sama też go stosuję na moją bliznę, podobną do zmiany AZS-owej. Nakładam ten krem na noc, owijam gazikiem. Rano moja blizna jest nawilżona, płaska i blada. Tak samo jest w przypadku małych niechcianych wyprysków. Osobiście nie mam żadnych problemów z cerą, ale jak wiadomo czasami hormony potrafią zaskoczyć. Wtedy po wieczornej pielęgnacji, nakładam w
miejsce nieproszonego gościa kropkę CynkoKremu. Rano gościu jest pięknie przesuszony. Także jak widzicie, nawet z tego względu warto czytać składy. Dobrze jest ekonomicznie podejść do tematu i kupić produkt, który znajdzie szerokie zastosowanie w Twoim domu.

Hej! Święta już tuż, tuż. Co za tym idzie? Gorączka w poszukiwaniu prezentów. Na szczęście ja już w większości prezenty mam spakowane, czekam jeszcze na kilka przesyłem. Mam nadzieję, że uda się je dostarczyć 🙂 Jednak dla zapominalskich wrzucam kilka moich propozycji dla półtora roczniaka.

Prezenty dla Dziecka

  1. Drewniana kuchniaTen prezent Tymek dostał już na roczek. Musze przyznać, że to był starzał w 10! Nie dość, że wygląda bardzo estetycznie to jeszcze dziecina potrafi spędzić przy niej kawał czasu. Nasz prezent był zamówiony na allegro, przez Ciocię Tymka, więc nie wrzucę linku, ale pokaże Wam kilka modeli z jednej z moich ulubionych firm JANOD.

    Tutaj macie bezpośredni link do niej : KLIK <—

  2. Wózek drewniany – warsztat 
    O tym chyba marzy każdy mały mężczyzna, który z wielkim zainteresowaniem podziwia swojego tatę, który majsterkuję w pokoiku swojej pociechy, przykręcając kolejną półkę na książki, czy skręcający nowe łóżko. Tak właśnie było u nas. Poza samym warsztatem, ta zabawka jest wyposażona w kółka, więc może zmienić się także w pchacza.
  3. Zestaw instrumentów
    Lubię praktyczne zabawki, które poprzez zabawę mogą także czegoś malucha nauczyć, a w tym wypadku wprowadzić w piękny świat muzyki.
  4. Stolik edukacyjny
    Tymek uwielbia! Zawsze gdy jesteśmy w przychodni czy na jakieś bawialni potrafi tam spędzić dłuższy moment, przekładając, układając różne elementy. To niesamowicie wspomaga rozwój dziecka.
  5. Duży zestaw drewnianych klocków 
    Pobudza wyobraźnie, logistyczne myślenie, kreatywność i koncentrację.
  6. Hulajnoga SCOOTANDRIDE 
    Rowerek biegowy i hulajnoga w jednym. Świetne połączenie, bo ten pojazd rośnie wraz z dzieckiem. Idealna dla maluchów od 1 do 5 roku życia. Tymek jeździ na niej jak szalony. Jest mega łatwa w obsłudze, opanował ją gdy tylko skończył roczek. Teraz śmiga nią nawet po mieszkaniu 🙂 Do zestawu polecamy KASK tej samej firmy.
  7. Laptop interaktywny marki Dumel 
    Swego czasu, kiedy tylko Tymi zobaczył, że korzystam z laptopa, leciał jak na skrzydłach i zwyczaje w świecie nici z roboty. Zwinnie potrafił zaiwanić bo moje, a. wszelkie próby odzyskania łupu kończyły się płaczem i lamentem. Postanowiłam, że to czas najwyższy żeby cwaniaczek dostał swój sprzęt, oczywiście adekwatny do swojego wieku. SZybko zaprzyjaźnił się z nowym nabytkiem i teraz dość komicznie wygląda, kiedy siedzi na swoim łóżku lub przy biurku i sobie coś tam klika 🙂


    Zabawek dla Malucha mogłabym wymieniać naprawdę sporo, zbrakło by czasu. Starałam się tu pokazać nasze ostatnie odkrycia, coś co na pewno będzie przydatne, edukacyjne i spodoba się każdemu dziecku.

Hejo! Jak tam u Was po majówce ? Powiem szczerze, że ja jestem koszmarnie zawiedziona! Rok temu, kiedy wyglądałam jak słoń, chwilę przed porodem nie ruszaliśmy nigdzie. Pamiętam jak dziś, swoje słowa, że za rok kiedy już będziemy we TRÓJKĘ, pogoda będzie beznadziejna.

Swoją drogą przed nami dużo rzeczy, a na fali jest ogranizacja roczku. Dacie wiarę? ROCZEK! Kiedy to zleciało?
Kawaler rośnie jak na drożdżach, jest niesamowicie aktywny i ciekawy świata. Od kilku dni dzielnie stawia swoje pierwsze kroczki, a rodzice są mega dumni. Szybki rozwój Tymka, spowodował, że mieliśmy drobne problemy z jazdą samochodem. Otóż owy młodzieniec przestał mieścić się w swoim cybexowym nosidełku i konieczna była zmiana fotelika, tak by nasze podróże małe i duże ( a podróżujemy bardzo często) mijały w przyjemnej atmosferze.

Po bardzo długich poszukiwaniach zdecydowaliśmy się na markę Coletto w wersji Mokka. Jest to fotelik 0-18 kg, obracany 360 st. Nie ukrywam, że na tym bardzo mi zależało. Ta funkcja przydaje nam się w każdej sytuacji. Ponad to :

  • jedną ręką ustawia się fotelik przodem bądź tyłem do kierunku jazdy, bez konieczności jego demontażu;
  • posiada regulowany zagłówek;

  • 5 punktowa uprząż  pasów bezpieczeństwa, z miękkimi ochraniaczami, pokryte od strony ramion materiałem zapobiegającym spadanie szelek uprzęży z ramienia dziecka;
  • dodatkowa poduszka po głowę i na siedzisko dla najmłodszych;

  • wskaźnik poprawnego zapięcia pasów;
  • zintegrowana baza isofix z podpórką;


O czym należy pamiętać przy wyborze fotelika? Oto nasze spostrzeżenia :

  • Fotelik montowany na Isofix – lepszego rozwiązania nie mógł człowiek skonstruować. Mieliśmy jeden na pasy i szczerze? Nie wspominam tego najlepiej. Ciągłe zapinanie i odpinanie, zero stabilności i niestety to dość czasochłonna zabawa, a kiedy dziecko krzyczy w niebogłosy, że po raz kolejny zostało “uwięzione”, wtedy każda sekunda jest na wagę złota.
  • Funkcja regulowania siedziska – kiedy się bawimy, kiedy zasypia, ja jedną ręką mogę swobodnie regulować pozycję tak, by Tymusiowi było wygodnie

Decyzja o kupnie idealnego fotelika nie była łatwa, zwraca się uwagę na wiele czynników. Jednym z nich jest cena, która lubi odstraszać. Pamiętajmy jednak, że na takim sprzęcie naprawdę nie warto oszczędzać. Dobrze jest wybierać profesjonalne i renomowane firmy, cieszące się pozytywnymi opiniami wśród rodziców.

Mama, nosiła Cię pod sercem 9 miesięcy, troszczyła się o Ciebie na każdym kroku, modliła każdej nocy. Kobieta o wielkim sercu, kochająca swoje dziecko ponad wszystko. Kiedy trzeba walczy o nie jak lwica, kiedy trzeba otrze łzy, a kiedy jesteś szczęśliwy, ona raduję się razem z Tobą. Najwierniejsza przyjaciółka, skarbnica wiedzy, niesamowite wsparcie w trudnych chwilach. Zawsze chcę dla Ciebie jak najlepiej i nigdy nie odmówi Ci pomocy. Zawsze staję za Tobą murem, choć doskonale wie że, czasami nie masz racji. Z bólem serca pozwala robić Ci głupoty, być mógł zdobyć życiowe doświadczenia. Dzielnie znosi Twoje gorsze dni, choć gdy nie widzisz, zdarza się jej cicho zapłakać w poduszkę z bezsilności i zmęczenia.

Jedyna, niepowtarzalna, najprawdziwsza i BEZWARUNKOWA. Taka właśnie jest miłość mamy do dziecka. Tego nauczyła mnie moja mama. Od roku sama nią jestem i z każdym dniem to cudowne uczucie rośnie we mnie jeszcze bardziej.

26 MAJ – DZIEŃ MAMY

Nie zapomnij w tym wyjątkowym dniu pokazać ile dla Ciebie znaczy. Niepowtarzalne okazję możecie poznać w sklepie online – NOTINO.PL
Szybka dostawa, bardzo duży wybór kosmetyków i zapachów, oraz możliwość zapakowania prezentu w eleganckie pudełeczka. Jednak jeśli jesteś z Warszawy i potrzebujesz pomocy eksperta przy wyborze odpowiedniego prezentu, bądź sama chcesz zafundować sobie dzień pełen atrakcji już DZIŚ zapraszam Cię na wydarzenie! Otóż już w ŚRODĘ 15.05.2019 o godzinie 14:30 -18:00 w Blue City odbędzie się GRAND OPENING


W programie między innymi :
– Program makijażu kosmetykami marki Lancome ( tutaj będzie możliwość rozmowy z wizażystką, pomoc w dobraniu odpowiedniego podkładu, a także możliwość wykonania darmowego makijażu kosmetykami marki Lancome)


Gośćmi specjalnymi będzie Barbara Kurdej-Szatan oraz Jessica Mercedes Kirschner.
Link do wydarzenia na facebooku : KLIK. 
Nie zapomnij dołączyć do wydarzenia i zabrać za sobą koleżanki. Do zobaczenia ! 🙂

Czas mija nie ubłagalnie, dopiero teraz mając dziecko, czuję to na własnej skórze. Śmiać się czy płakać? Sama nie wiem, ale chyba po prostu trzeba selekcjonować chwilę i cieszyć się codziennością. Idzie wiosna, czas na małe porządki.

Cóż za tym idzie?

Jakiś czas temu obiecywałam Wam małe podsumowanie wyprawkowe i zabawkowe, czyli krótkie podsumowanie co było/jest hitem, a co było szitem i kasą wyrzuconą w błoto.

Kosz Mojżesza

To była pierwsza rzecz, jaką kupiliśmy. Pamiętam do dziś, to był sylwester. Zamiast szykować się na nocne szaleństwo (pffff tak, tak jasne, ciężarówko) to mnie ogarnęła mania zakupów. Nie dałam sobie przegadać, cóż kobiecie w ciąży się nie odmawia, Marcin nie miał kompletnie wyjścia i serca, aby to zrobić. Niestety Tymek miał odmienne zdanie, nie wiem dlaczego, ale gdy wkładałam go do kosza nagle był krzyk, płacz i wszystko na raz. Po kilkukrotnych próbach przekonywania go poddałam się i postanowiłam oddać go w dobre ręce.

Bujak Robin od Lionelo

Pojawił się w naszym domu, gdy Tymek miał 4 miesiące. Cóż to była za radość! On był szczęśliwy, a ja jeszcze bardziej. Uwielbiał w nim zasypiać w ciągu dnia i relaksować się wieczorami. Więcej o jego zaletach możecie przeczytać w moim poście TUTAJ. Bujaczek służy nam do dziś. Choć z racji mobilności, jaką udało się Tymusiowi ostatnio osiągnąć, ograniczamy się tylko do wieczornego wyciszania i kojenia emocji, jakie towarzyszą nam całe dnie :).

Elektroniczna niania i monitor oddechu

Powiem Wam, że to moje must have. Bardziej przydatne dla świętego spokoju rodziców, niż malucha. Dlatego w dwóch zdaniach  uważam, że to był zakup jak najbardziej trafny. Tymek ma 10 miesięcy, a my nadal używamy tych dwóch sprzętów.  Zdecydowanie są warte swojej ceny.

Zabawki interaktywne

Jeśli mowa o zabawkach, nie pytajcie jak nam minęły pierwsze Święta Bożego Narodzenia…  A WŁAŚCIWIE powrót do domu… ledwo zapakowaliśmy wszystkie pierdoloty do naszego naprawdę pojemnego bagażnika.  Trzy szczególnie przykuły naszą uwagę. Wszystkie pochodzą od FisherPrice, przyznam, że jest to moja ulubiona marka zabawek dziecięcych.

Na pierwszy ogień wrzućmy interaktywnego przyjaciela Rockit.

Muzyczna zabawka dla dzieci Rockit uczy dziecko alfabetu, liczb, słówek po angielsku i nie tylko – a wszystko to podczas tańca i radosnej zabawy w towarzystwie wielokolorowych światełek.

Tymek wprost go uwielbia, paluszkiem przesuwa wszystkie możliwe kółeczka i klocki jakie się na nim znajdują. Największą frajdę sprawia mu przybijanie piątki i powtarzanie przez Rockita słów.

Wartości edukacyjne:

  • Wiedza: Rytmiczne piosenki i wypowiedzi uczą malucha alfabetu, kolorów, liczenia, kształtów, słówek po angielsku i nie tylko!
  • Zmysły: Kolorowe światełka, wesoła muzyka, ruchy i rozmaite faktury angażują i stymulują zmysły dziecka.
  • Ciekawość i zadziwienie: maluch poznaje związki przyczynowo-skutkowe podczas odkrywania, jak sprawić, by Rockit i Glow zaczęli się ruszać przy akompaniamencie światełek i dźwięków.

Cechy:

  • Rockit i Glow wchodzą ze sobą (i z dzieckiem) w interakcje, zachęcając malucha do wspólnej zabawy
  • Wesołe kołysanie zachęca malucha do ruchu i tańca w rytm muzyki
  • Dzięki technologii “Poziomy nauki” zawartość edukacyjna zmienia się wraz z rozwojem dziecka
  • Ponad 100 piosenek, dźwięków i wypowiedzi uczy dziecko alfabetu, liczb, kształtów, kolorów, słówek w języku angielskim i nie tylko.
  • Brzuszek pełen radosnej zabawy: wałeczek 1-2-3, suwak z kształtami i przełącznik ABC.
  • Przybij piątkę, a potem powiedz coś i słuchaj, jak Rockit powtarza Twoje słowa jednym z trzech śmiesznych głosów
  • Naciśnij Glowa, aby włączyć wesołe światełka i piosenki zachęcające do ruchu.
  • Rockit ma podświetlaną buzię oraz przyjemne w dotyku włosy i stópki o ciekawych fakturach.
  • Polska wersja językowa.

Kierownica Szczeniaczka

Zabawna kierownica z deską rozdzielczą została wyposażona w całe mnóstwo przycisków, gadżetów i akcesoriów. Gdy maluch kręci kierownicą, przekręca kluczyk, naciska klakson, porusza gałką zmiany biegów lub przyciska dowolny z czterech przycisków radia, zostaje nagrodzony piosenką do wspólnego śpiewania, radosnym dźwiękiem albo komunikatem.  Młody kierowca będzie uczyć się liczb, kolorów, kształtów, literek i przeciwieństw, a nawet pozna kilka słówek po angielsku! Dzięki technologii „Poziomy nauki” rośnie razem z dzieckiem.

Szczeniaczek Uczniaczek

Ulubiony przyjaciel Tymka, który jest idealny do przytulania. 

Szczeniaczek jest mięciutki, uwielbia się tulić, reaguje na dotyk  dziecka radosnymi piosenkami i wypowiedziami, które uczą pierwszych słów, nazw części ciała, kolorów, kształtów. A ponieważ każde dziecko uczy się w swoim tempie, Szczeniaczek jak i wcześniejsze zabawki  ma wbudowaną technologię Poziomy nauki, która umożliwia wybranie poziomu najodpowiedniejszego na danym etapie rozwoju malucha.

Zabawka oferuje całe mnóstwo piosenek, dźwięków i wypowiedzi na każdym z trzech poziomów zabawy. A podświetlane na wiele kolorów serduszko Szczeniaczka pulsuje w rytm odtwarzanej muzyki.

Poziom 1 – Odkrywanie – Dziecko naciska łapki, stópkę, serce, nos lub uszko Szczeniaczka i słucha pierwszych słów, kolorów, alfabetu, nazw części ciała i nie tylko.

Poziom 2 – Zachęcanie – Na tym poziomie radosne wypowiedzi nagradzają dzieci i zachęcają je do wspólnego liczenia, znajdowania kolorów i pokazywania części ciała.

Poziom 3 – Naśladowanie – Wypowiedzi i piosenki do wspólnego śpiewania ze Szczeniaczkiem zachęcają do zabawy z wyobraźnią i odgrywania ról, co pomaga rozbudować zasób słownictwa dziecka.

Zabawka, która na forach była hitem… a u nas okazała się szitem….

Mowa o huli-kuli marki Vtech. Moim zdaniem to naprawdę fajna rzecz, która rozwija wyobraźnię, wspomaga rozwój sensoryczny i umiejętności motoryczne. Niestety jedna cecha tej zabawki, chyba ta najważniejsza, czyli samoczynne wprawianie zabawki w ruch, wpędza moje dziecko w panikę. Nie wiem dlaczego, ale bardzo się jej boi. Na razie zabawka leży na dnie kosza i czeka na lepsze dni.

To by było na tyle , dajcie znać co u was się sprawdziło 🙂

Cześć, dziś proszę Cię o chwilę uwagi. Skoro jesteś na moim blogu, poszłaś do tego momentu SUPER, DZIĘKUJĘ! Teraz usiądź wygodnie na kanapie i niech to będzie chwila tylko dla Ciebie. Uprzedzam-dziś nastaw się na długie czytanie, ale jeśli jesteś mamą, z pewnością Cię to zainteresuję, chętnie poznam też Twoje doświadczenia. Powiem, wam całą prawdę o karmieniu piersią,  LET’s go!


Jakiś czas temu na instagramie prosiłam Was o pomoc. Pytałam o wskazówki, czego chcielibyście oglądać więcej. Bezkonkurencyjnie wygrały tematy związane z macierzyństwem. Dziękuję za każdą wiadomość! Dziękuję za każde słowo motywacji. Chwila przerwy pozwoliła mi wrócić z głową pełną pomysłów. Teraz pora je realizować. Dziś postanowiłam poruszyć ważny temat, który dla niektórych mam stanowi źródło stresu, dla drugich jest jedną z przyjemniejszych rzeczy w macierzyństwie. O co chodzi z hasztagiem #karmieniejestpiękne #karmienietonieproblem?

Kiedy chodziłam, a właściwie turlałam się z moim wielkim brzuchosławem, myślałam, że najgorszy będzie poród. Nie myślałam o karmieniu piersią, bo wydawało mi się to takie naturalne. Bo skoro natura nas do tego stworzyła, to nie ma opcji, że nie podołam. Nie brałam tego w ogóle pod uwagę, serio przez głowę mi nie przeszło, że to będzie takie trudne. Karmiła prababcia, babcia, mama, każdy dawał radę. Nikt ich tego nie uczył. Mama zawsze powtarzała, że to przychodzi z automatu, uwierzyłam… Schody zaczęły się tuż po narodzinach. Od kiedy Tymek wyskoczył z brzucha, znalazł się przy piersi. Budowanie więzi, pobudzanie laktacji, niezapomniane chwile. Nie wiedziałam jeszcze, że właśnie zaczyna się walka. Tak, dobrze czytasz. Walka o każdą kroplę, której nie było. Lekarze i położne uparcie twierdzili, że ilość, która wydobywa się z moich piersi, małemu w zupełności wystarcza… Ja świeżo upieczona mama, która tak niewiele wiedziała nawet, jak przystawić dziecko do piersi. Co zmiana personelu, to zmiana techniki. W szpitalu miałam jeden wielki kryzys, kiedy okazało, się, że Tymek przybiera kolor brzoskwinki, mój kryzys sięgnął apogeum. Płakałam cały czas. Burza hormonalna, jaka we mnie buzowała, niedojedzone dziecko, które nie potrafiło się najeść (bo i czym?) i upalny maj, to było dla mnie za dużo. Cały pobyt, czyli trzy dni, prosiłam o wizytę doradcy laktacyjnego, odbyła się, kiedy już siedziałam na walizkach i czekałam na wypis. (Wtrącę wątek, uprzedzając pytania i ewentualny hejt o bycie wyrodną matką, która głodzi noworodka, jeszcze w szpitalu – Tymek był dokarmiany mlekiem modyfikowanym 4 dni. ) Ta rozmowa kompletnie nie spełniła moich oczekiwań. W biegu, w totalnie złych warunkach, byle jak, na kolanie…

Kiedy znaleźliśmy się w domu, z puszką Bebilonu, chciało mi się płakać. Przecież tak mocno byłam zafiksowana na karmienie piersią, a tu guzik! Mleka nie było… Nie odpuściłam, zaczęłam ładować się wszelkim nabiałem, jogurtami wysokobiałkowymi, kawą inką ( od tego czasu mam do niej ogromną awersję ), wodą – ogromnymi ilościami wody niegazowanej i niezastąpionym FEMALAKTIKEREM, który nie wtedy uratował.

HUUUUUURAAAAAA! Udało się, mam mleko! Tak się umleczniłam, że robiłam sobie spore zapasy w zamrażalniku. Byłam taka szczęśliwa, moje marzenie się spełniło. Hasztag #karmieniejestpiękne, #karmienietonieproblem weszło w życie na dobre, szkoda, że jeszcze wtedy nie wiedziałam, że najgorsze jest przede mną…

Tydzień po porodzie trafiliśmy do szpitala, na oddział neonatologiczny. Przyczyna? Dziecko cały dzień spało, nie mogłam go dobudzić do jedzenia, było wiotkie i nie reagowało na bodźce. Widok dla matki? PRZERAŻAJĄCY! Całą drogę do spzitala płakałam jak bóbr. W skrócie, bo nie chce przeciągać tego wątku, okazało się, że asymetria ułożeniowa z którą urodził się Tymek bardzo utrudniała mu chwytanie brodawki. Ja miałam wrażenie, że on się najada, pierś była, a właściwie wydawała mi się opróżniona. Przez nawały pokarmu i tak musiałam odciągać go laktatorem po karmieniu, dlatego przez OKRĄGŁY TYDZIEŃ nie budziło to moich podejrzeń. Dałam ciała, miałam takiego moralniaka, że nie pytajcie. Czułam się jak najgorsza matka świata. Dopiero wtedy trafiliśmy na wspaniałą Panią neurologopedę, która także zajmowała się doradztwem laktacyjnym i nauczyła mnie jak mam prawidłowo przystawiać Tymka do piersi.

Wróciliśmy do domu i zaczęliśmy naszą mleczną, piersiową przygodę, która trwała jakieś 2,5 miesiąca. Tymek ładnie przybierał i wspaniale się rozwijał. Chętnie jadł, choć czasami miałam wrażenie, że coś mu przeszkadza, bo po minucie od rozpoczęcia jedzenia, kiedy przychodził charakterystyczny wyrzut oksytocyny (kłujący ból drugiej piersi i wydzielanie się z niej mleka) odrywał się z krzykiem, kiedy ta faza minęła, on wracał do posiłku.
Po magicznych 2 miesiącach zaczął się u mnie kryzys laktacyjny. Mleka było mniej, laktacja ulegała normalizacji, moje piersi nie produkowały już mleka na ‘ZAŚ’, nie chciało lecieć jak zawsze, on się denerwował, a ja byłam bezsilna. Czytałam, szukałam pomocy, kontaktowałam się z przeróżnymi osobami po fachu, każda z nich radziła, abym i tak dostawiała małego do piersi, kryzys powinien minąć lada moment. Niestety, w tym momencie pokazałam Tymkowi butelkę, którą znał wcześniej, tylko z jednego nocnego karmienia, które miał tata. Było to dla mnie wygodne, ponieważ mogłam chwilę odpocząć. Po porodzie długo dochodziłam do siebie. Lato i upały mi nie sprzyjały, rodzinę mamy 200 km od siebie, więc musieliśmy sobie jakoś radzić sami. Ta butelka to był moment, kiedy sama strzeliłam sobie w kolano. Wiem, że niektórym dzieciom nie przeszkadza łączenie karmienia z butelki i piersi jednocześnie, ale jest też grupa, która w momencie zaproponowania butelki, po prostu przy niej zostaje. Moje dziecko właśnie do tej części należało.

Wielokrotnie probowałam wrócić do KP, niestety nic z tego. Może było w tym trochę mojej winy, może moje dziecko było inne od wszystkich pozostałych. Tak właśnie stałam się mamą KPI. Boże ile ja się nasłuchałam, że powinnam walczyć, że jak mogłam pokazać dziecku butelkę, przecież powinnam wiedzieć, że ono pójdzie na łatwiznę i wieczne: „a nie mówiłam”. Wiecie, jakie to było trudne? Z jednej strony żal, że mi się nie udało, nie dałam rady, zrobiłam coś źle. A z drugiej presja otoczenia, która dowalała mi jeszcze bardziej. Laktator stał się moją najlepszą przyjaciółką, moim kochankiem, pożeraczem czasu, ale czego się nie robi dla dziecka?

Jak w zegarku do 6 miesiąca pokarmu było raz mniej, raz więcej. Nieraz ściągałam jednorazowo 250 ml, a nieraz ledwo wpadła marna 100… Gdy zaczęliśmy rozszerzać dietę, mleczko szło coraz bardziej w odstawkę. Miałam wrażenie, że Tymek go po prostu nie lubi. To by się zgadzało, bo moja mama do dzisiaj nie toleruje mleka. Wtedy postanowiłam przejść na MM. To było dla mnie trudne, naprzemiennie czułam w sobie smutek, żal i porażkę. Długo mi zajęło przyzwyczajenie się do nowej sytuacji.

Dziś Tymek ma 9 miesięcy. Od 6 jest karmiony wyłącznie MM. Chętnie zjada inne posiłki, choć BLW mnie na razie nie przekonało. Próby siadania pojawiły się już w 5 miesiącu, ale pełnej stabilizacji nauczył się w 7. Raczkuję, świetnie się rozwija. Jest dużym i silnym chłopcem. Także tydzień przed 8 miesiącem stanął na nóżki.


Jeśli chodzi o wagę, to nie należy do ‘grubasków’, śmieję się, że jest SLIMFIT za Marcinem. Teraz gdy apetyt mu dopisuję, totalnie się nie przejmuję wagą. Dla mnie najważniejsze jest to, że idzie do przodu.

Cała moja mleczna droga dała mi sporo do myślenia, wiele mnie nauczyła. Sprawdziło się powiedzenie, że człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach. Mam nadzieję, że przy drugim dziecku będę już bogatsza o doświadczenia. Moje podejście będzie mniej emocjonalne.

A teraz małe podsumowanie dla mam, które znalazły się w podobnej sytuacji, oraz dla tych, które swoją mleczną przygodę dopiero zaczynają. Możecie potraktować to jako rady, ale pamiętajcie, że to WY same jesteście najlepszymi obserwatorkami.

Po pierwsze, NIGDY nie patrz na innych, nie porównuj swojego dziecka, do dziecka koleżanki. Każde dziecko jest inne. Najważniejsze jest to, aby nauczyć się odczytywać jego sygnały. Nawiązać więź i porozumienie z małym człowiekiem.

Po drugie nie popadajmy w paranoję odnośnie do wagi dziecka (my mieliśmy totalnego bzika, a na wypożyczenie wagi wydaliśmy mega dużo monet) Jedno dziecko będzie miało taki apetyt, że ilość słodkich fałdek przybywa niemalże każdego dnia, drugie mimo wilczego apetytu jest szczupłe, a trzecie jest niejadkiem.

Po trzecie nie bójmy się korzystać z pomocy! Ja bardzo żałuję, że zdecydowałam się na taką pomoc za późno. Chyba złe doświadczenie ze szpitala, jakoś mnie zblokowało i uznałam, że z pewnością wyjdę z niczym. Pomyliłam się, trafiłam na naprawdę super babkę i mogę mieć pretensję tylko do siebie.

Po czwarte-WSPARCIE bliskich. Jest to bardzo ważne jak nie najważniejsze! Pamiętajmy, że każdy stres, niestety bardzo negatywnie wpływa, na naszą laktację. Nauczmy się trzeźwo patrzeć na całą sytuację, nie dajmy się obwiniać i wpędzać w poczucie winy. Wiadomo, chcemy jak najlepiej dla swoich dzieci, jednak my w tym wszystkim jesteśmy szyją całego mechanizmu. Jak to mówią, szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Kochane! W tym wszystkim pamiętajmy także o sobie! Pijcie dużo wody, jedzcie regularne posiłki. Jeśli macie spadek w ilości mleczka pijcie dostępne na rynku preparaty zwiększające laktację. Mnie bardzo pomagał FEMILAKTIKER oraz kawa MAMA COFFEE. Wypoczywajcie ile się da, śpijcie z maluszkami w ciągu dni, regenerujcie się na każdym roku. Wasze dobre samopoczucie wpływa na dobre samopoczucie maleństwa, bo wbrew pozorom ono czuję więcej niż nam się wydaję.

Chętnie poczytam Wasze historię związane z KP, czy miałyście problemy, czy przyszło to z łatwością.  Zachęcam do dyskusji. Jeśli macie jakieś pytania-jestem do Waszej dyspozycji :).

Ściskam, Paulina.

14 lutego 2019.

Dziś tak mocno uświadomiłam sobie, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Kiedy moja druga wielka miłość tak słodko śpi w swoim łóżeczku, kątem mechanicznego oka zerkam na ten błogostan, miód płynie na moje serce. Daje mi niesamowitego kopa do działania, jest moją największą motywacją, a jego uśmiech powoduję, że mogę przenosić góry, nawet po nieprzespanej nocy, czyli prawie codziennie. Od kiedy TEN młodociany człowiek jest z nami, znaczenie słowa miłość nabrało zupełnie innego wymiaru. Nauczyliśmy się przede wszystkim cierpliwości, stawiania jego potrzeb ponad swoje, no i co najważniejsze? Potrafimy cieszyć się z każdej małej rzeczy, każdego drobiazgu, jakim jest wspólny spacer, wspólne śniadanie czy spędzenie wieczoru. Moje priorytety obecnie są zupełnie inne niż dwa lata temu. Sterta prania, nieposprzątane mieszkanie czy nieugotowany obiad nie są dla mnie problemem. Nie pomyślcie sobie, że zarastam brudem, nie w tym rzecz. Po prostu nauczyłam się przewartościowywać pewne sprawy i stwierdziłam, że nie da się zawsze wszystkiego zrobić na 100%, więc trzeba wybierać. Kiedyś, wszystko musiało być poukładane jak w zegarku, miałam swój rytm dnia. Teraz taki rytm wytacza mi samo życie i moje 9-miesięczne szczęście. To jest ten moment, kiedy możemy się bezkarnie przytulać, bawić i codziennie uczyć się czegoś nowego. Czas szybko płynie, nie da się go cofnąć. I to właśnie te momenty chce wykorzystywać na STO-procent.

W całym tym matczynym amoku nie mogę zapomnieć o mojej pierwszej wielkiej miłości, która rozkwita już od roku 2014.
Ostatnio spędziliśmy weekend TYLKO we dwoje. Na początku podeszłam dość sceptycznie, bo wiadomo, pierwsza noc bez Tymczaka i na dodatek kawałek drogi do domu. Miałam wyrzuty sumienia, bo co ze mnie za MADKA, która chcę odpocząć od własnego dziecka. Jednak zarówno Marcin, jak i moi rodzice przekonali mnie do tego, że to jest dobry pomysł i ostatni dzwonek, kiedy Tymek pozwala nam gdziekolwiek wyjść. Zwłaszcza, że będąc w Warszawie, nie mamy możliwości żadnego wyjścia, bez Młodego.

Jednak kiedy wsiadłam do auta, włączyliśmy playlistę, którą słuchaliśmy za naszych gówniarskich czasów, poczułam, że taki wypoczynek jest mi, a właściwie nam bardzo potrzebny. Kierunek TRÓJMIASTO, starzy na wypadzie-czyli co myśli rodzina kontra rzeczywistość.

Szalona impreza, powrót nad ranem do pokoju hotelowego, balety do rana, bo to przecież SOPOT. Tam nie jedzie się bez powodu, tam nie można być grzecznym, zwłaszcza kiedy po tak długim czasie całkowitej abstynencji od przeróżnych pokus starzy się wyrwali z domu.

A jak było ?

Wreszcie mieliśmy czas dla siebie, czas na spacer, czas na dobrą kolację czy też wypicie herbaty w pięknym miejscu. Nie zapominając o zwykłej rozmowie. Chyba się starzejemy : D No cóż, zapotrzebowanie na odrobinę snu było chyba większe :).

Dwa dni, a jednak tak wiele. Teraz wcale nie uważam, że zrobiłam coś złego. Przecież posiadanie dziecka, nie oznacza, że mamy rezygnować z własnych przyjemności, zwłaszcza kiedy mamy przy sobie życzliwych i kochanych ludzi, którzy chcą nam w tym pomóc, oraz kiedy nasza dobra organizacja z nami współgra. Dziadkowie idealnie poradzili sobie z wnukiem. Tymek był przeszczęśliwy, bo uwielbia spędzać z nimi czas, a i oni mogli bezgranicznie się nim nacieszyć. Nie wspomnę już o nas, bo mimo ogromnej tęsknoty, delektowaliśmy się każdą chwilą we dwóje. Wróciliśmy w pełni naładowanymi bateriami, totalnym luzem i dystansem. Przy okazji w głowie urodziło się kilka pomysłów. Bądźcie czujni, bo na blogu już niedługo pojawią się nowe tematy i nowe kategorie.

Właśnie dlatego uważam, że w całym macierzyństwie należy także pamiętać o sobie. Nasze emocję i dobre samopoczucie przenoszą się na maluszka. Teza, że szczęśliwa mama to i szczęśliwe dziecko została na mojej własnej skórze potwierdzona 🙂

Dajcie znać, jak Wasze walentynki, czy w ogóle je obchodzicie i jak Wy drogie mamy podchodzicie do tematu takich wypadów tylko we dwójkę. Trzymajcie się cieplutko !

Płaszcz – ZARA 
Spodnie – ZARA
Golf – NEW LOOK
Buty – BORN2BE
Pierścionki. – MELANO

Witajcie moi drodzy, czas pędzi niemiłosiernie. Siedzę i patrzę, kiedy dodałam ostatni wpis, i co widzę ? Maj, brzuszek i oczekiwanie na Maleństwo. Teraz to Maleństwo siedzi obok mnie, śmieję się w głos i wcale nie jest już takie maleńkie. Szok! Nasze wspólna przygoda rozpoczęła się 14 maja i z każdym dniem jest coraz piękniej! Bycie rodzicem to nie lada wyzwanie, oprócz tych wszystkich słodkości, codzienność przynosi nam nowe wyzwania i stawia nas w różnych sytuacjach, kiedy to my musimy podjąć decyzję, co dla naszego dziecka jest najlepsze. Każdy z nas indywidualnie. Bez obawy co powiedzą inni, bez ślepego dążenia za resztą. To nasze dziecko, nasze życie i nasze decyzje.

Ten początek potraktujmy jako wstęp do tematu w dzisiejszym świecie bardzo kontrowersyjnego, jakim są szczepienia. Tak dobrze czytasz, SZCZEPIENIA. Ja-mama pielęgniarka, która ma do czynienia ze środowiskiem medycznym, ostatnio miała wątpliwości czy w ogóle szczepić swoje dziecko… Dzisiejszy świat, magia internetu i czerpanie wiedzy z nie zawsze fachowych źródeł doprowadziła do tego, że stanęłam na rozdrożu. Mój Mąż i cała rodzina nie chciała tego słuchać.
Po głębszej analizie, przewertowaniu wiarygodnych informacji, prywatnych rozmowach ze znajomymi lekarzami doszłam do wniosku, że tak powinnam zaszczepić swoje dziecko. Chcę z nim podróżować, pokazywać świat, chcę, by chodziło do przedszkola, szkoły, by miało kolegów i koleżanki. By miało odporność. Powiecie zaraz czy się nie boję ? Pewnie, że mam obawy. Jednak pamiętajcie! Istnieje oczywiście coś takiego jak wywiad lekarski i kwalifikacja do szczepienia…ale chwila, najważniejsze tutaj jest wasza rola, nie lekarza, który pyta, czy pielęgniarki, która szczepi. Tylko wasza drodzy rodzice. Nikt inny nie zna tak dobrze dziecka, jak wy SAMI! Z własnego doświadczenia powiem Wam, że my dopiero zaczynamy serię szczepień. Na razie Tymek miał tylko zaaplikowane: WZW B i GRUŹLICĘ w szpitalu po porodzie. Później mieliśmy iść na kolejną dawkę w 7 tygodniu i co się wydarzyło? Moje dziecko nie chciało się obudzić do jedzenia w nocy i miało suchą pieluszkę od (19 do 5 ), co się wcześniej nigdy nie zdarzało. Od razu stwierdziłam, że odwołuję szczepienie i postanowiłam pobrać mu mocz na badanie ogólne i posiew moczu. Okazało się, że mamy małą infekcję (po kilkutygodniowym braku innych objawów, ujemnym CRP i dochodzeniu skąd i dlaczego, okazało się, że to bakterie spod napletka, co u chłopców bardzo często się zdarza). Oczywiście mam świadomość tego, że nie wszystko jestem w stanie sprawdzić i skontrolować, nie namawiam też Was Broń Boże do wykonywania badań przed samym szczepieniem, (to jest decyzja indywidualna) (choć można zrobić badanie ogólne moczu i crp-pamiętajcie, że nie zawsze jesteście w stanie wyłapać infekcję, po pierwsze CRP-wykrywa infekcję bakteryjne a, nie wirusowe) tylko do bacznej obserwacji swojego dziecka.


Nie wiem, czy wiecie drodzy rodzice, że od 2017 do obowiązkowego kalendarza dołączyła szczepionka przeciw Pneumokokom.
Niestety, pewne kontrowersje wzbudził wybór typu szczepionki do refundacji przez Ministerstwo Zdrowia. Wybrana została szczepionka 10-walentna, a nie rekomendowana przez większość ekspertów szczepionka 13-walentna. Zdecydowały przede wszystkim finanse: szczepionka 10-walentna jest tańsza, jej zakup stanowi mniejsze obciążenie dla budżetu państwa. Różnice między szczepionkami są znaczne: 13-walentna zapewnia ochronę przed trzema dodatkowymi szczepami pneumokoków, w tym tymi, które wywołują najcięższe choroby u dzieci i są trudne w leczeniu antybiotykami.


Państwa takie jak m.in. Wielka Brytania, Rosja, Szwajcaria, Włochy, Hiszpania-zdecydowały się na refundację szczepionki 13-walentnej.

Jeśli szczepimy dziecko w programie szczepień obowiązkowym mamy prawo do bezpłatnej szczepionki PCV10. Możemy oczywiście zaszczepić dziecko szczepionką PCV13, należy jednak za nią zapłacić.

Te dwie szczepionki nie są jednakowe. Mianowicie różnią się przede wszystkim spektrum ochrony, jakie zapewniają. Obie skierowane są przeciwko dziesięciu wspólnym szczepom (serotypom) pneumokoków oznaczanych fachowo numerami 1, 4, 5, 6B, 7F, 9V, 14, 18C, 19F oraz 23 F. Szczepionka 13-walentna, jak sama nazwa wskazuje, zabezpiecza przed 13 szczepami (serotypami) pneumokoków. W stosunku do szczepionki 10-walentnej te dodatkowe serotypy to: 3, 6A oraz 19A.

My zaczynamy szczepienia 11 września i jeśli chodzi o pneumokoki, to zdecydowanie wybierzemy szczepionkę 13-walentną.


Kochani ten post ma charakter informacyjny, tak byście mieli wiedzę, na czym polegają różnice między tymi dwiema szczepionkami.Nikogo do niczego nie przekonuję i nie namawiam. Mam nadzieję, że pomoże Wam to podjąć świadomą i indywidualną dedycje co dla Waszego dziecka jest najlepsze.


sesja noworodkowa – Dominika Skrzypek